Sebastian Boenisch (23 l.) jest już piłkarzem reprezentacji Polski. Po wielu staraniach, również "Super Expressu", który ponad 1,5 roku temu zainteresował PZPN osobą zdolnego piłkarza, 4 września obrońca Werderu nałoży biało-czerwoną koszulkę. Tylko nam zdradza kulisy swojej decyzji.
"Super Express": - Sebastian, tylko szczerze, dlaczego zdecydowałeś się na grę dla Polski?
Sebastian Boenisch: - Bo zobaczyłem, jak bardzo polskim trenerom na mnie zależy. Z selekcjonerem Smudą spotkałem się kilkakrotnie w Niemczech. Wcześniej Tomasz Wałdoch włożył bardzo dużo pracy w to, żeby przekonać mnie do gry dla Polski. Przyjeżdżał do moich rodziców, załatwiał dużo spraw organizacyjnych, a później pomógł mi dostać polski paszport.
Grałeś w młodzieżowych reprezentacjach Niemiec, odniosłeś z nimi wiele sukcesów. Niemcy nie walczyli o ciebie?
Powiem tylko tyle, że nie było żadnej propozycji ze strony szefów pierwszej reprezentacji Niemiec. A z Polską czuję się związany, tutaj się urodziłem, ja i moi rodzice.
Spodziewałeś się, że trener Smuda powoła cię praktycznie następnego dnia po odebraniu przez ciebie paszportu?
Nie zaskoczyło mnie to. Myślę, że trener chciałby jak najszybciej sprawdzić wszystkich zawodników, którzy kandydują do reprezentacji i wybrać ścisłą kadrę, którą będzie szykował na EURO 2012.
Zadebiutujesz w meczu z Ukrainą 4 września?
Wiele na to wskazuje. Moi rodzice szykują się do wyjazdu na ten mecz. Poprosili PZPN o bilety i o organizację ich przyjazdu.
Twój ojciec w rozmowie z "Super Expressem" mówił, że obawia się, że ludzie będą próbowali zrobić z ciebie zbawcę polskiej reprezentacji. Nie boisz się odpowiedzialności? Oczekiwania wobec ciebie są duże.
Mnie uczono, że odpowiedzialność za wynik rozkłada się na wszystkich. Dlatego nie obawiam się jej. Przed meczem może być u piłkarza stres, ale jak się wychodzi na boisko, to trzeba myśleć tylko o grze i dać z siebie wszystko.
Jak z językiem polskim? Zrobiłeś postępy?
Język nie będzie problemem. Trener Smuda i kilku piłkarzy mówi po niemiecku, więc na pewno się dogadamy. Zresztą z moim polskim, a raczej śląskim nie jest tak źle. Gdy jestem w mieszanym towarzystwie polsko-niemieckim, a chcę ojcu powiedzieć coś osobistego, żeby inni nie zrozumieli, to staram się mówić po polsku.
Co ci powiedzieli rodzice, gdy poznali twoją decyzję?
Byli zadowoleni. A ja im jestem wdzięczny, że nie wtrącali się wcześniej i dali mi wolną rękę w jej podjęciu.
O dramatycznym meczu Werderu z Sampdorią (2:3 i awans Werderu do LM) mówiła cała Europa. Mieliście dużo szczęścia.
Było trochę szczęścia i do tego zbieg okoliczności, że Sandro Wagner nie miał zapasowej koszulki.
O jaką koszulkę chodzi?!
Wagner rozbił łuk brwiowy i bardzo krwawił. Rana została opatrzona, ale koszulka była cała we krwi i sędzia kazał mu ją zmienić. Sandro nie miał na ławce koszulki zapasowej, a do szatni było bardzo daleko. Zanim by mu przyniesiono trykot, musielibyśmy pewnie jakieś 4 minuty grać w 10. Trener Schaaf nie chciał do tego dopuścić i wpuścił Rosenborga za Wagnera. Dobrze zrobił, bo Rosenborg strzelił kluczowego gola.
Super Express