Gilewicz: Klich powinien pokazać sportową złość

22-letni Mateusz Klich został dzisiaj niespodziewanie wypożyczony do końca sezonu z niemieckiego Wolfsburga do PEC Zwolle, czternastej drużyny holenderskiej Eredivisie. – To bardzo dobry krok, choć może Mateusz zrobił go o pół roku za późno – uważa Radosław Gilewicz, były reprezentant Polski.

 

Klich jest zawodnikiem VfL Wolfsburg od sezonu 2011/12, jednak do dnia dzisiejszego nie zadebiutował w pierwszym zespole. – W składzie nie widział go ani Felix Magath, ani Lorenz-Guenther Koestner, ani teraz Dieter Hecking. Skoro takie samo zdaniem miało trzech różnych szkoleniowców, to znaczy, że Mateusz nie jest teraz gotowy grać w Bundeslidze – uważa Gilewicz, były napastnik niemieckiego VfB Stuttgart i Karlsruher SC.

 

O ile u dwóch pierwszych wyżej wymienionych trenerów Klich nie miał szans gry, a zwłaszcza u Magatha, który odesłał go do rezerw, o tyle wydawało się, że u Dietera Heckinga były zawodnik Cracovii w końcu dostanie szansę. 22-letni pomocnik w końcu został włączony do kadry pierwszego zespołu i nawet pojechał z nim na zimowy obóz przygotowawczy. Mało tego – Polak grał w sparingach i zbierał dobre recenzje.

 

– Słyszałem, że po obozie trener miał powiedzieć Mateuszowi, czy widzi dla niego miejsce w drużynie i jaką miałby pełnić rolę. Wydaje się, że na pewno nie żadną ważną, dlatego Klich zdecydował się odejść. I to rzutem na taśmę, ponieważ dzisiaj mamy przecież ostatni dzień okienka transferowego – zauważa Gilewicz.

 

– Uważam, ze Mateusz wykonał najlepszy ruch z możliwych, choć może o pół roku za późno. To już jednak nie ma znaczenia. Teraz ten chłopak musi odciąć się od zmarnowanego czasu i udowodnić, że naprawdę potrafi grać w piłkę – uważa 10-krotny reprezentant Polski.

 

Czy Klich poradzi sobie w lidze holenderskiej? – Skoro ściągają go w ostatniej chwili, pewnie uważają, że Mateusz im się przyda. Uważam, że liga holenderska to dobre miejsca dla Klicha na odbudowanie się. Pytanie tylko, czy od razu pokaże sportową złość i stanie się ważnym graczem drużyny, czy jednak będzie miał zaległości, przez które nie poradzi sobie także w Eredevisie – zastanawia się Gilewicz.

Eurosport