Wichniarek: Bułki zamiast kariery działacza

Artur Wichniarek od pewnego czasu pracuje jako przedstawiciel firmy produkującej francuskie pieczywo. Były piłkarz zdradził jednak, że jeszcze niedawno marzył o innym zajęciu. - Szkoda, że w Arminii Bielefeld nie zaproponowano mi stanowiska dyrektora sportowego - powiedział.

 

- Wyobrażam sobie powrót do świata futbolu. Niestety w Arminii Bielefeld zdecydowano się postawić na inne osoby. Byłbym bardzo szczęśliwy pracując jako dyrektor sportowy. Naprawdę miałem nadzieję, że po spadku do trzeciej ligi, w klubie postawią na osoby, które zrobiły coś dla klubu. Ale oni wzięli ludzi "z zewnątrz" - zaznaczył Wichniarek.

 

Były napastnik niemieckiego klubu uważa, że to błąd. - Dla mnie to nie jest dobra decyzja. Po tym, co ostatnio działo się w Bielefeldzie muszę wyrazić swoje zdanie - trzeba powiedzieć stop i zacząć od początku. Niech w klubie popracują osoby, które mówią: - Ten zespół jest częścią mnie. Osoby, dla których liczy się dobro drużyny, a nie własne kariery - stwierdził.

 

Wichniarek miał nawet kilka pomysłów, które wcieliłby w życie, gdyby rozpoczął pracę w klubie. - Na pewno zorganizowałbym spotkanie z osobami, które nie przestają myśleć o Arminii, żeby zaprosić ich do współpracy. Jeżeli ma się ten klub w sercu, to pozostaje się wiernym. Takich ludzi trzeba znaleźć. Kiedy ma się pomysł na działanie, to oni nawet sami by się zaczęli zgłaszać - oznajmił.

 

35-latek podkreśla, że ma wielki sentyment do klubu i miasta. W Bielefeldzie urodziła się moja najstarsza córka. Ja w Arminii grałem siedem lat. Spędziłem w drużynie moje najlepsze piłkarskie lata. Ostatecznie odszedłem, bo to była dla mnie ostatnia szansa, żeby grać na arenie międzynarodowej. Spotkałem się z wieloma zarzutami. Ale klub opuściło wielu piłkarzy, a ja szybko jasno przedstawiłem mój punkt widzenia. Po prostu nie widziałem żadnych perspektyw w klubie. Tego nie da się wytłumaczyć ludziom, nawet nie próbuję. Miałem jednak swoje powody - powiedział na łamach "Westfallen Blatt".

 

futbolnews.pl