Piszczek wyszedł z cienia gwiazd
Dla polskich kibiców Łukasz Piszczek (na zdjęciu - Foto Peter Ciper (ELO) - bundesliga.pl) jest nieco w cieniu Roberta Lewandowskiego. Jednak to właśnie jego trener Borussii Dortmund uważa za najlepszy transfer klubu w ostatnich latach. - Nie chcę przesadzić, ale jest trochę jak Dani Alves - mówi Jürgen Klopp.
Darmowy "król" transferów
Nikt za bardzo na niego nie liczył. Przyszedł za darmo z Herthy Berlin, właściwie na ławkę rezerwowych, bo miał grać reprezentant Niemiec, Patrick Owomoyela. Piszczek jesienią 2010 roku skorzystał na jego kontuzji i wskoczył do podstawowego składu. - Nie straciłem miejsca w zespole z powodu słabych występów. Oczywiście, że czuje się na siłach, żeby wrócić do pierwszego składu - pomstował Owomoyela, ale Piszczek nie dał mu już szans. Teraz w Borussii uchodzi za cichego bohatera. Często ma udział przy akcjach bramkowych zespołu, ale to jego koledzy z drużyny zbierają największy splendor.
Klasę Polaka zauważa jednak trener mistrza Niemiec. - To "król" wśrod naszych transferów ostatnich lat, zwłaszcza że przychodził do nas za darmo - nie może się nachwalić polskiego zawodnika Klopp. - Naprawdę trudno znaleźć innego takiego defensywnego zawodnika na świecie. Nie chcę przesadzić, ale jedyny przykład, który przychodzi mi do głowy, to Dani Alves. On jest w ruchu zarówno w ofensywie, jak i w obronie - dodaje Niemiec, przywołując postać obrońcy FC Barcelona.
Do Alvesa trochę brakuje
Piszczka zawstydziły takie porównania. - Widziałem ten wywiad oczywiście, ale mogę tylko powiedzieć, że Dani Alves jest wzorem dla mnie. Jürgen Klopp nie trenował go jeszcze, a może chciał stwierdzić coś wręcz przeciwnego? To mnie zawstydza. Wiele mi brakuje do Daniego Alvesa - powiedział mocno zawstydzony reprezentant Polski. Zachwyty trenera mogą rzeczywiście wydawać się nieco przesadzone, gdy spojrzy się na statystyki Piszczka i Alvesa. Reprezentant Brazylii na swoim koncie zgromadził w samych rozgrywkach ligowych dziewięć asyst, podczas gdy Polak - trzy. W Lidze Mistrzów różnica jest jeszcze bardziej druzgocąca na korzyść Brazylijczyka. Trzy asysty w pięciu meczach przy zaledwie jednej Piszczka w czterech spotkaniach. Jedyna element, w którym piłkarz Borussii jest lepszy od bardziej znanego zawodnika, to liczba bramek - dwie po stronie Polaka, jedna jego rywala z Barcelony.
Szybkki, wytrzymały i wszechstronny
Nie ma jednak wątpliwości, że z prezentowaną formą Piszczek może być spokojny o miejsce na prawej stronie defensywy mistrza Niemiec i... cieszyć się, że w Polsce ustawiano go jako prawego pomocnika, a nawet napastnika. To pomogło mu stać się bardziej uniwersalnym piłkarzem. - Nie dziwi mnie, że robi piękna karierę w Bundeslidze, grając na różnych pozycjach - mówił jakiś czas temu trener Czesław Michniewicz, który z Piszczkiem w składzie zdobywał mistrzostwo Polski z Zagłębiem Lubin. - To piłkarz szybki i wytrzymały. Te dwie cechy rzadko idą w parze, a Łukasz to miał - stwierdził polski szkoleniowiec.
Piszczek nie myśli o sobie
Piszczek jednak twardo stąpa po ziemi i raczej nie zależy mu na indywidualnych wyróżnieniach. Jego głównym celem wydaje się być w tej chwili walka o mistrzostwo Niemiec z Bayernem Monachium. - Miło być na pierwszy miejscu, ale sezon jest długi. My mamy jednak spokój w drużynie. Bayern jest mocny i może wygrać każdy mecz, musimy się jednak skupiać na sobie - mówi reprezentant Polski.
Piszczek pod względem ilości rozegranych minut zajmuje w Borussii drugie miejsce wspólnie z bramkarzem Romanem Weidenfellerem. Po meczu z Bayernem wybrano go do jedenastki kolejki Bundesligi.
futbolnews.pl














