Wielka szansa Kobylańskiego. Cieszą się... Niemcy

Ostatnie dni należą do przełomowych w karierze Martina Kobylańskiego. Piłkarz zadebiutował w 2.Bundeslidze, a teraz z powodu kontuzji rywala ma grać w podstawowym składzie. Tylko z błyskawicznego rozwoju kariery gracza cieszą się głównie Niemcy, w reprezentacji U-18 których gracz udanie zadebiutował.

 

Jeszcze niedawno selekcjoner reprezentacji Polski U-17, Janusz Białek, przekonywał, że jest w stałym kontakcie z ojcem piłkarza. Nie zmieniło to jednak wiele. Martin zagrał po raz pierwszy dla reprezentacji Niemiec U-18 z Włochami i strzelił zwycięskiego gola. Zawodnik, który już występował w zespole Biało-czerwonych, w 54. minucie ustalił wynik spotkania na 2:1 dla Niemiec.

 

Kilka dni wcześniej w 14. kolejce 2.Bundesligi Kobylański zadebiutował w barwach Energie Cottbus. To był szczególny dzień nie tylko dla młodego zawodnika, ale dla całego klubu. 17-letni piłkarz stał się rekordzistą Energie. Wraz z Leonardo Bittencourtem (po sezonie trafi do Borussii Dortmund) został najmłodszym debiutantem w historii klubu.


Ale to nie koniec. Wszystko wskazuje na to, że młody zawodnik zacznie grać w podstawowym składzie niemieckiego drugoligowca! 17-latek skorzysta na kontuzji Bułgara Dimityra Rangełowa. Podstawowy napastnik wypadł ze względu na uraz i w jego miejsce ma właśnie wskoczyć Kobylański. - Na treningach robi na mnie bardzo dobre wrażenie - podkreśla szkoleniowiec Claus-Dieter Wollitz.

 

Sam piłkarz nie ukrywa optymizmu. - Czuję się jako napastnik numer dwa w klubie. Wiem, że to ja mam zastąpić Rangełowa - mówi do niedawna jeszcze reprezentant Polski, a teraz Niemiec. - Moim wzorem jest Nils Petersen - dodaje. To zawodnik, który trafił do Bayernu z Energie przed tym sezonem i spisuje się tam bardzo dobrze. A monachijczycy interesują się też samym Kobylańskim...

 

Na razie szanse na grę zawodnika Energie maleją z dnia na dzień. Kariera piłkarza rozwija się w ekspresowym tempie, a Niemcy traktują go już jako swojego zawodnika. Gra dla Polski oddala się. Andrzej Kobylański uważa, że to wina Związku. - Ze strony PZPN widzę brak zainteresowania moim synem. Związek ma chyba inne, ważniejsze sprawy na głowie - mówi w rozmowie z "Polska The Times".

 

futbolnews.pl