Którą reprezentację wybierze Martin Kobylanski?
Ma zaledwie 17 lat, a już interesuje się nim pół Bundesligi oraz Niemiecka Federacja Piłkarska. Martin Kobylanski, syn Andrzeja, olimpijczyka z Barcelony i byłego piłkarza m.in. Energie Cottbus, coraz pewniej poczyna sobie na niemieckich boiskach i już wkrótce także powinien stać się znaczącą postacią zespołu ze Stadionu der Freundschaft. Szkoda tylko, że w związku z niewielkim zainteresowaniem jego osobą ze strony PZPN, wybierze najprawdopodobniej grę w reprezentacji Niemiec.
Oczywiście teza to mocno ryzykowna, niemniej sami na własnej skórze przekonaliśmy się, że Kobylanski to przy ul. Bitwy Warszawskiej ewidentnie temat tabu.
Koniec roli PZPN
Dzwonimy do Macieja Chorążyka z Sekcji Rozwoju i Monitoringu Młodych Piłkarzy przy PZPN. Chorążyk zawsze chętny do rozmów i wyjaśnienia całego procesu obserwacji zawodników i historii ich kontaktów z PZPN (tak było w przypadku naszych rozmów o Ivo Pękalskim i Eugenie Polanskim), tym razem nabiera wody w usta. Gdy mówimy, że chcemy porozmawiać o Kobylanskim, w odpowiedzi usłyszeliśmy tylko: - Nie komentuję sprawy Martina, zagrał on już w reprezentacji Polski, więc nasza rola w tym momencie się skończyła. Zapytajcie o niego trenera Janusza Białka, który prowadzi go w kadrze U-17. Ja na ten temat nie mam nic więcej do powiedzenia. Zdębieliśmy, bo choć Kobylanski faktycznie grywał już w juniorskich reprezentacjach Polski, to jednak również jeździł na zgrupowania kadry niemieckiej. Nie podjął również decyzji, której drużyny narodowej barwy będzie reprezentował gdy dorośnie, zatem sytuacja wciąż się rozwija. Czy PZPN jest w stałym kontakcie z Kobylanskim? Czy rozmawiał z nim odpowiedzialny za wyszukiwanie zawodników z polskimi korzeniami w Niemczech Jacek Protasiewcz? Kto, jeśli nie Sekcja i Rozwoju Monitoringu Młodych Piłkarzy, zajmuje się tą sprawą w polskim związku? Mimo usilnych starań, nie udało nam się tego dowiedzieć.
Serce i rozum
O wiele bardziej rozmowni na ten temat są ludzie, którzy w chwili obecnej mają największy wpływ na karierę Martina, a więc wspomniany wcześniej selekcjoner reprezentacji U-17 Janusz Białek oraz ojciec młodego piłkarza, 6-krotny reprezentant Polski i srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie, Andrzej Kobylański. - Wiem, że wy dziennikarzy lubicie uderzać w PZPN, ale nie przesadzałbym z tym, że związek nie interesuje się Martinem. Jestem w stałym kontakcie z ojcem mojego podopiecznego, rozmawiamy o całej sytuacji na bieżąco. Oczywiście zależy nam, by wybrał reprezentację Polski, bo jeśli zdecydowałby się na grę w barwach Niemiec, byłaby to ogromna starta dla naszego futbolu. Niemniej decyzja w tej sprawie należy do niego - przyznaje Białek.
Kobylanski z kolei przyznaje: - W kwestii reprezentacji doradzam synowi, ale ostatnie słowo i tak powie Martin. Na razie jeździ na zgrupowania obu kadr: polskiej i niemieckiej, gdyż uważam, że w tym momencie najważniejszy jest jego rozwój. Na decyzję w tej sprawie przyjdzie czas. Ja bym wolał, żeby grał dla Polski, niemniej trzeba zrozumieć jego sytuację. W Niemczech się urodził, wychował, ma tu kolegów, chodził do szkoły. W tej sytuacji co innego mówi głowa, co innego serce, a jeszcze co innego rozum.
Co zatem zrobiły związki piłkarskie obu krajów, żeby przekonać Martina do gry w swojej drużynie narodowej? - Niemcy na bieżąco monitorują jego postępy. Widać, że są mocno zaangażowani. A PZPN, cóż... mam kontakt tylko z trenerem Białkiem, natomiast z żadnym z działaczy do tej pory nie rozmawiałem - wyznaje.
Debiut najważniejszy
Co jest powodem tak niezrozumiałego braku zainteresowania? Kobylański ma swoją teorie na ten temat. - Latem syn miał dostać powołanie do reprezentacji młodzieżowej. Zgrupowanie odbywało się jednak w tym samym czasie, co obóz przygotowawczy Energie Cottbus. Trenerzy klubu powiedzieli Martinowi, że może jechać na kadrę, ale wówczas nie będzie miał większych szans na grę w zespole, gdyż wypadną mu dwa tygodnie z czterech w okresie przygotowań. Syn w związku z tym został w Niemczech. Może to zadecydowało o tym? - zastanawia się.
Faktem jest jednak, że takiego piłkarza jak Kobylanski, Polacy nie mogą stracić na rzecz Niemców. - Martin to wielki talent. Takich graczy jak on w roczniku 1994 r. naprawdę jest niewielu. Pierwszy pojawia się na treningu i ostatni z niego schodzi. Dysponuje znakomitą techniką, dobrym podaniem i świetnym strzałem. Do tego jest niezwykle ambitny i waleczny - nie może nachwalić się podopiecznego Białek.
Nic dziwnego więc, że w związku z tym pół Bundesligi, na czele z Bayernem Monachium, interesuje się chłopakiem. - Na razie wraz z synem podchodzimy do tego na chłodno. Fajnie, że coś się dzieje, niemniej najważniejsze na razie, by zadebiutował w pierwszym zespole Energie Cottbus. W ostatnich tygodniach jest stale w meczowej 18-stce. Myślę, że debiut jest kwestią czasu - uważa Kobylański.
Maciej Kanczak
Tylko Piłka














