W Polsce gwiazda, w Niemczech niechciany
Charles Nwaogu to król strzelców I Ligi w ubiegłym sezonie. Nigeryjski napastnik, po tym jak strzelił 20 goli, znalazł się na celowniku połowy klubów Ekstraklasy. Ale zamiast gry w Lechu trafił do 2.Bundesligi. Po zaledwie paru miesiącach w Energie przyznają, że popełnili ogromny błąd.
Nwaogu ma dopiero 21 lat, dlatego Nigeryjczyk był wprost rozchwytywany. Jeszcze zimą na testy zaprosił go Lech Poznań. - Temat przejścia do "Kolejorza" jest dla mnie zakończony. To chyba trochę niepoważne - mówił piłkarz, urażony tym, że musi przejść sprawdzian, zanim klub zdecyduje się na transfer. Ale mimo to ofert nie brakowało. Pół roku później już z koroną najlepszego strzelca I Ligi mógł przebierać w propozycjach z Ekstraklasy.
Nwaogu był porównywany z Emmanuelem Olisadebe. Po jego świetnych występach w I Lidze wspominano, że w przyszłości może zagrać w reprezentacji Polski. Jego narzeczoną jest Polka, mają syna Michała, a zawodnik rozpoczął starania o polskie obywatelstwo.
Piłkarz od początku uznał, jednak, że dalsza gra w polskiej lidze to zbyt niskie progi. - Wolałbym Niemcy. Do Turcji nie chcę jechać, ale pozostanie we Flocie kolejne miesiące i gra w Polsce to nie jest dobry pomysł - mówił Nwaogu. Był zdeterminowany, by opuścić klub ze Świnoujścia. - Jestem zdecydowany przejść do innego klubu, nawet kosztem spraw sądowych i ewentualnych kar, jakie miałbym płacić - dodał.
Obeszło się bez tego: Energie zapłaciło Flocie około 200 tysięcy euro i piłkarz trafił do niemieckiego drugoligowca. Ale tam nie zagrał w żadnym meczu. Brakuje dla niego miejsca nawet na ławce rezerwowych! Tak było choćby w tej kolejce: wśród rezerwowych w spotkaniu z SpVgg Greuther Fürth usiadł m.in. 17-letni Polak, Martin Kobylański, ale zabrakło właśnie Nigeryjczyka. Jak to tłumaczy trener Energie?
- Chcielibyśmy mu dać szansę, ale potrzeba na to czasu. We Flocie mógł biegać do przodu, bez oglądania się na taktykę i czekać na piłki od kolegów. U nas to nie wchodzi w rachubę - przyznał Claus-Dieter Wollitz w rozmowie z "Lausitzer Rundschau".
Nwaogu nie gra nawet w drużynie rezerw, ostatnio trenował z juniorami. - On musi nauczyć się pewnych rzeczy. Jeśli tego nie zrobi, nie zagra nawet przez minutę. Popełniłem błąd, że zdecydowałem się na jego transfer - mówi wprost Wollitz.
Niewykluczone, że Nwaogu wróci do Polski. Kontrakt obowiązuje do 2013 roku, ale klub nie będzie robił przeszkód, by rozstać się z Nigeryjczykiem w najbliższym oknie transferowym. W Polsce prawdopodobnie znajdzie się liczne grono chętnych, które będzie chciało mieć u siebie niedawnego króla strzelców I Ligi...
futbolnews.pl














