Szef Wydziału Dyscypliny PZPN: Piszczek pokazał klasę

Szef Wydziału Dyscypliny PZPN - Artur Jędrych: Piszczek pokazał klasę.

 

Łukasz Piszczek mi zaimponował - przyznaje mec. Artur Jędrych. To on stoi na czele Wydziału Dyscypliny PZPN, który zdyskwalifikował obrońcę Borussii Dortmund i reprezentacji Polski na pół roku za korupcyjne grzechy. Teraz jest pod wrażeniem postawy piłkarza.

 

"Super Express": - Łukasz Piszczek poinformował, że akceptuje decyzję kierowanego przez pana Wydziału Dyscpliny i zamierza poddać się karze. Jest pan zaskoczony jego oświadczeniem?

 

Artur Jędrych: - Tak, bo wcześniej słyszałem głosy, że piłkarz zamierza skorzystać z procedury odwoławczej.

 

To były jednak głosy ze sztabu reprezentacji. Sam piłkarz ogłosił, że aż do odbycia kary nie będzie grał w kadrze.

 

W mojej skromnej ocenie jest to wspaniały gest z jego strony. Respektując orzeczenie WD, pan Piszczek pokazał klasę i wzmocnił się jako człowiek. Jest w jego decyzji element uderzenia się w piersi i pokory, jest też element odreagowania po całym tym przykrym dla niego zamieszaniu. Jego zachowanie jest bardzo eleganckie, ludzkie i dojrzałe.

 

Selekcjoner Franciszek Smuda jest jednak wściekły na WD. Powiedział, że nie rozumie, jak PZPN mógł doprowadzić do takiej sytuacji. Przekonuje, że to niedopuszczalne, żeby Piszczka obarczać winą i surowo karać za wydarzenia, na które jako młody chłopak nie miał wpływu.

 

Pan Piszczek został zdyskwalifikowany na 6 miesięcy, a to absolutne minimum, najniższa z przewidzianych kar. Poza tym fakt, że był młody i miał 21 lat, nie ma tu żadnego znaczenia. Skoro był pełnoletni, to w pełni rozróżniał dobro i zło. Tym bardziej że piłkarze Zagłębia kupili mecz w roku 2006, rok po wybuchu afery korupcyjnej. Wtedy było już jasne, że tego typu postępowanie będzie napiętnowane.

 

Dla trenera Smudy decyzja WD to po prostu kłoda rzucona mu pod nogi na rok przed EURO 2012. Zapowiedział już, że będzie przekonywał Piszczka, żeby zmienił swoją decyzję i walczył o złagodzenie kary.

 

Przynależność do reprezentacji nie może być okolicznością łagodzącą. Gdybyśmy w ten sposób zaczęli rozróżniać osoby pokrzywdzone, doszlibyśmy do zupełnych absurdów. Cieszę się, że pan Piszczek wydaje się to w pełni rozumieć. To bardzo budujące.

 

Od kiedy liczy mu się kara dyskwalifikacji?

 

Właśnie wysyłamy mu uzasadnienie wyroku i ma 14 dni na odwołanie. Jeżeli w tym czasie tego rzeczywiście nie zrobi, ruszy licznik.

 

Super Express