Adam Matuszczyk: Nie bałem się o życie

Adam Matuszczyk (22 l.) po kontuzji wraca do formy i składu FC Koeln. Dziś reprezentant Polski do pełni szczęścia potrzebuje tylko punktu. Jeśli uda się go zdobyć we Frankfurcie, to Koeln zostanie w Bundeslidze.

 

"Super Express": - Jeszcze niedawno kibice Koeln grozili wam śmiercią w razie spadku, a po ostatniej wygranej z Leverkusen chcieli was nosić na rękach. To jak to jest?

 

Adam Matuszczyk: - Tak to jest właśnie w Kolonii. Raz kibice chcą nas zabić, a raz zagłaskać. Jak wygramy trzy mecze z rzędu, to zaczyna się tu mówić o Lidze Mistrzów. A jak dwa przegramy, to jest tragedia. Mieliśmy ostatnio w klubie burzliwy okres. Najpierw ten szokujący napis, że nas zatłuką, jak spadniemy, potem dymisja trenera. Na szczęście nie pękliśmy i wygraliśmy z Leverkusen 2:0. Z punktu widzenia walki o utrzymanie to było kluczowe spotkanie.

 

Po tamtych groźbach nie bałeś się wychodzić na ulice?

 

Nie, tak źle nie było. Wierzę, że ten napis był autorstwa kilku głupków, tacy zawsze się znajdą. Piłkarze FC Koeln nie dali się jednak zastraszyć. W klubie cały czas nas proszono, żebyśmy w ogóle o tym nie myśleli. W głowach mieliśmy mieć tylko Leverkusen.

 

Walczycie o utrzymanie, a na wasze mecze przychodzi ponad 50 tysięcy ludzi. Skąd się to bierze?

 

To jest właśnie specyfika Kolonii. To miasto żyje swoim klubem. Po wygranej z Leverkusen kibice tak się cieszyli, jakbyśmy mistrzostwo zdobyli.

 

Prawdziwa radość wybuchnie, jeśli nie przegracie z Frankfurtem.

 

Tak. Punkt daje nam utrzymanie, ale Eintracht nie odpuści, bo też walczy o życie. Jedziemy tam jak na wojnę.

 

W ostatnich meczach byłeś tylko rezerwowym. W kontekście EURO nie jest to dobra wiadomość.

 

Spokojnie, do EURO zostało jeszcze sporo czasu. Niedawno leczyłem kontuzję, potem złapałem piątą żółtą kartkę, a zespołowi wybitnie nie szło. To mnie wybiło z rytmu. Ale powolutku wracam do gry. Jeśli chodzi o przygotowanie do EURO, to kluczowy będzie nie ten, ale przyszły sezon.

 

Interesujesz się boksem, synowi dałeś na imię Lennox Lewis. Chciałbyś, żeby został pięściarzem?

 

Nie, wolę, żeby grał w piłkę. Boks jest fajny, ale... kiedy jest się obserwatorem. Choć ostatnio szczęścia nie miałem. Wybrałem się na walkę Kliczki z Solisem, ale wszystko skończyło się po trzech minutach. Ten bilet okazał się mocno przepłacony (śmiech). Mam nadzieję, że wrześniowa walka Kliczki z Adamkiem będzie o wiele dłuższa. Faworytem jest Ukrainiec, ale kto wie… W boksie, jak w piłce, różne rzeczy się zdarzają.

 

Foto ELO - bundesliga.pl

 

Super Express