Największe wpadki transferowe w historii Bundesligi bez Polaków

Gazeta Sport Bild stworzyła zestawienie 50 największych, transferowych niewypałów w historii niemieckiej Bundesligi. Na "czarnej liście" nie ma Polaków, ale nie zabrakło miejsca dla gwiazdy reprezentacji Niemiec mającej polskie korzenie oraz... byłego piłkarza Jagiellonii Białystok.

 

Dziennikarze niemieckiego Bilda oszczędzili sobie klasyfikowania poszczególnych piłkarzy i przypisywania ich nieudanym transferom konkretnych miejsc rankingowych. Każdy czytelnik po przeczytaniu wszystkich, krótkich uzasadnień, sam może zadecydować, kto najbardziej zasłużył sobie na mało chlubny tytuł największego "ogórka" Bundesligi w historii. Wszyscy wrzuceni zostali do jednego worka, bo tak naprawdę w każdym przypadku sprawa dotyczyła tego samego: zmarnowanych, wielkich kwot i zawiedzionych ambicji.

 

Zestawienie otwiera Igor Iwanowicz Biełanow. Jeden z najlepszych piłkarzy urodzonych na ukraińskiej ziemi był reprezentantem ZSRR, który wraz z Dynamem Kijów sięgnął po Puchar Zdobywców Pucharów. Po tym sukcesie został uznany najlepszym piłkarzem Europy. W październiku 1989 roku Biełanow ściągnięty został do Borussii Moenchengladbach i był pierwszym piłkarzem z ZSRR kopiącym piłkę na boiskach niemieckiej Bundesligi. Okazało się jednak, że urodzony w Odessie napastnik nie może przyzwyczaić się do gry na Zachodzie. Do Niemiec ściągany był jako wielka nadzieja i gwiazda, a przez półtora roku zdobył tylko 4 gole w 24 meczach. Po latach nieżyjący już Helmut Grashoff, pełniący wówczas funkcję opiekuna Źrebaków przyznał, że w pewnym momencie został zaproszony na tajne zebranie rady nadzorczej klubu. Zakomunikowano mu wówczas, że dalsze wystawianie Biełanowa w ligowych meczach bierze na siebie. Kilkadziesiąt dni później Ukrainiec grał już w piłkę w Eintrachcie Brunszwik...

 

Przeglądając zestawienie Bilda natrafić można także na nazwiska, które w ostatnich latach bądź występowały, bądź wciąż występują na pierwszych stronach gazet sportowych na świecie. Do największych, transferowych wpadek w historii Bundesligi zaliczono chociażby przeprowadzkę Lukasa Podolskiego do Bayernu Monachium oraz ściągnięcie Jona Dahla Tomassona z Mediolanu do Stuttgartu. Lukas Podolski z ekipy FC Koeln, dla której strzelił w 81 meczach aż 46 goli, do Bayernu Monachium przechodził jako jeden z największych, niemieckich talentów. W Bayernie pochodzący z Polski piłkarz nie błyszczał jednak strzelecką formą i po trzech sezonach powrócił do Kolonii. Tomassona w Stuttgarcie wymyślił sobie natomiast pracujący wówczas w ekipie z Badenii-Wirtembergii Giovanni Trapattoni. Obecny selekcjoner reprezentacji Irlandii o piłkarza Milanu ubiegał się wówczas tak zaciekle, że był w stanie zapłacić za niego aż 7,5 miliona euro. Po słabym, trwającym dwa lata okresie, napastnik oddany został za 500 tysięcy euro do Villarrealu.

 

W wykazie znalazł się również Marco Reich, który krótko bo krótko, ale występował w sezonie 2009-10 w Jagiellonii Białystok. Reich zasłużył sobie na to występami w barwach ekipy FC Koeln, do której przeszedł za 3 miliony euro z Kaiserslautern jako wielki talent strzelecki. Po 24 meczach bez zdobytej bramki Reich za 250 tysięcy euro odszedł do Werderu Brema. Tam także nie udało mu się wpisać na listę strzelców. W Białymstoku zrobił to dwukrotnie, ale po kilku miesiącach w Jadze rozwiązał dwuletni kontrakt. Reich nie chciał się zgodzić na oferowane mu - według niego zbyt niskie - zarobki.

 

Niezwykle ciekawie, a niekiedy malowniczo i bajkowo, prezentują się również opowieści o piłkarzach z Ameryki Południowej w niemieckiej ekstraklasie. Pierwszym z Brazylijczyków szukających wyzwań w Niemczech był Zeze, który w 1964 roku do Kolonii dotarł... parowcem przewożącym banany z Ameryki Południowej do Europy. Jednak po rozegraniu pięciu meczów uciekł w ten sam sposób z powrotem do Brazylii. Po latach przyjęło się mówić, że Zeze przestraszył się śniegu i niskich temperatur... Ciekawa historia wiąże się również z Julio dos Santosem, który ostatecznie zamyka listę nieudanych transferów. Wielki talent z Paragwaju - bo tak wówczas o nim mówiono - do Bayernu Monachium ściągnięty został w 2005 roku za prawie 3 miliony euro. Po całkowicie nieudanym, pierwszym sezonie w FCB nikt ze sztabu trenerskiego nie potrafił powiedzieć, dlaczego dos Santos gra tak słabo. Uli Hoeness, wówczas jeszcze menedżer Bayernu, udał się do Oberhaching, gdzie reprezentacja Paragwaju przygotowywała się do niemieckich MŚ 2006. Zapytał wprost Anibala Ruiza, selekcjonera paragwajskiej kadry: Dlaczego dos Santos gra tak słabo? Ruiz zbył wówczas Hoensessa odpowiedzią: Mogę go o to zapytać. Ostatecznie nie zapytał. W 2008 roku dos Santos za darmo przeszedł do Paranaense.

futbol.pl