Sebastian Boenisch: Do kadry nawet o kulach
Sebastian Boenisch (23 l.) nawet o kulach, ale dołączy do reprezentacji Polski. Rehabilitacja kontuzjowanego kolana przebiega na tyle dobrze, że piłkarz wsiądzie do samolotu i dołączy w Poznaniu do kolegów przed meczem z Wybrzeżem Kości Słoniowej (17 listopada).
"Super Express": - Skąd pomysł, żebyś przyjechał na mecz do Poznania, mimo że nie możesz grać?
Sebastian Boenisch: - Bardzo chciałem się spotkać z kolegami, bo wspólne przebywanie jest ważne przy tworzeniu atmosfery i budowie zespołu. Podczas jednej z rozmów telefonicznych z trenerem Smudą zaproponowałem, że przyjadę do Poznania, a on przyjął to z dużym zadowoleniem.
Kilka dni temu miałeś badanie kontrolne u doktora Ulricha Boenischa, który cię operował. Co wykazało badanie?
Że jest lepiej, niż się spodziewaliśmy. Doktor powiedział wręcz, że rewelacyjnie. Nie znam się na medycynie, nie umiem tego dokładnie wytłumaczyć. Dwie szczeliny, które powstały w kolanie po artroskopii już się zapełniły, a to, co jest w środku, musi jeszcze stwardnieć. Doktor pochwalił mnie za silną wolę przy wykonywaniu ćwiczeń, szczególnie tych w specjalnej szynie motorowej. Bywało tak, że w ośrodku spędzałem nawet 12 godzin dziennie.
Jak to wygląda w praktyce, możesz już chodzić?
Tak, pozwolono mi odstawić kule. Ale w podróż do Poznania zabiorę je, choćby dla własnego bezpieczeństwa. A co do rehabilitacji, to nie muszę już chodzić w szynie stabilizacyjnej ani ćwiczyć z szyną motorową. Mogę już zacząć ćwiczenia w wodzie.
A kiedy wrócisz na boisko?
Nawet lekarze nie chcą mi podawać żadnych terminów. Mówią, żebym spokojnie wszedł w kolejny etap rehabilitacji. Dopiero później zacznę truchtać, następnie lekko ćwiczyć z piłką. Myślę, że za 10-12 tygodni wrócę na boisko.
Kiedy pojawisz się w Poznaniu?
W środę. Miałem zamiar jutro, ale nie ma zbyt dogodnych połączeń lotniczych. Dlatego przylecę w środę przed południem, o ile nie zajdzie nic nieprzewidzianego.
Co na przykład?
Gdy wracałem z kliniki w Augsburgu, przez Monachium do Duesseldorfu, warunki pogodowe były fatalne. Wytrzęsło mnie nieźle w samolocie, potem pół godziny krążyliśmy nad lotniskiem.
Przeciwko wielkim gwiazdom WKS - Drogbie, Toure czy Kalou zagrają Glik, Jodłowiec i Sadlok. Nie będzie katastrofy?
Nie sądzę. Budujemy drużynę na 2012 rok, zbieramy doświadczenie. Ale liczę, że koledzy zagrają dobry mecz i mogą nawet wygrać. W piłce wszystko jest możliwe.
Super Express














