Christian Streich wie, co robi. Bartosz Kapustka w dobrych rękach

Christian Streich wie, co robi. Bartosz Kapustka w dobrych rękach

Jeśli Bartosz Kapustka ma być piłkarzem z prawdziwego zdarzenia, jest w jednym z najlepszych miejsc na świecie, by się do tego przygotować. Jego debiut w podstawowym składzie pokazuje, że nie traci czasu.

-Debiut Kapustki wypadł bardzo obiecująco. Nie tylko dlatego, że był błyskotliwy w ofensywie, bo to wiemy od dawna. Przede wszystkim dlatego, że radził sobie w grze defensywnej
-Idealne miejsce dla młodego piłkarza to takie, w którym ktoś wytknie jego błędy, czasem surowo, ale będzie na niego czekał i doceni postępy. Kapustka jest w takim miejscu
-Samolot na mundial jeszcze Kapustce nie odleciał. Alternatyw na skrzydłach jest tak mało, że gracz SC Freiburg ma o co walczyć

Kilka tygodni temu Polskę obiegło zdanie Christiana Streicha, trenera SC Freiburg, o Bartoszu Kapustce. To był akurat czas, gdy Polak pięć razy z rzędu nie zmieścił się do kadry meczowej. Charyzmatyczny szkoleniowiec wyjaśnił to tak: „Kapustka musi się nauczyć grać w defensywie. Tylko tyle. Po prostu musi się tego nauczyć. Wcześniej nie stawiano mu takich zadań. W Leicester być może tak, ale tam doszli do wniosku, że albo to umie, albo nie”. Analizując te słowa, skupiono się powszechnie przede wszystkim na „nie umie bronić”. Dla kariery Kapustki ważniejszy jest jednak fragment: „musi się tego nauczyć”. To właśnie podejście do zawodnika, który czegoś nie potrafi, decyduje o tym, czy dany klub jest dobry dla młodego piłkarza. Dlatego od początku uważałem i nadal uważam, że Fryburg to dla Kapustki idealne miejsce. Jeśli tam nie zrobią z niego piłkarza, to będzie znaczyło, że nie nadaje się na gracza z czołowej piątki lig europejskich. Jednak zanim ostatecznie uznają, że się nie nadaje, zrobią wszystko, by zaczął się nadawać. Dla piłkarza to o tyle dobre, że naprawdę dostanie tam wszystko, czego potrzebuje, a o tyle niedobre, że jeśli mu się nie uda, nie będzie mógł mówić, że trener go nie lubił, albo do klubu sprowadzono na jego miejsce ulubieńca prezesa.

Idealne miejsce dla młodego piłkarza to nie takie, w którym będzie po prostu grał regularnie i robił za gwiazdę. To można robić w ekstraklasie. Jest wielu graczy, którzy w Polsce grają regularnie i od samego tego się nie rozwijają. Idealne miejsce dla młodego piłkarza to też nie takie, w którym spojrzą na niego i stwierdzą: „nie nadaje się”. Takim było Leicester City i jest w ogóle Anglia. Kluby z Premier League stać na to, by wydać kilka milionów po to, by przyjrzeć się młodemu piłkarzowi, bo „a nuż się okaże dobry”. Jeśli się nie okaże, odda się go bez żalu i wymieni na innego. Idealne miejsce dla młodego piłkarza to takie, które zmusi go do wysiłku, w którym ktoś wytknie jego błędy, czasem surowo, ale będzie na niego czekał i doceni postępy oraz wykonywaną pracę.

SC Freiburg i Christian Streich nie dlatego wyrobili sobie w Niemczech tak dobrą markę w kwestii pracy z młodzieżą, że wpuszczają do Bundesligi kżadego młodego piłkarza, który wpadnie im w ręce. Wpuszczają młodych, którzy są na to gotowi. Jeśli Streich w lecie uznał, że warto powalczyć o Kapustkę, to wiedział, co robi, bo widział wielu dobrych młodych piłkarzy. Jeśli Streich jednocześnie uznał, że Kapustka nie jest gotowy, by grać w Bundeslidze, to go do niej nie wpuszczał. Wpuścił go na chwilę w meczu z Bayerem Leverkusen, przy już rozstrzygniętym wyniku 0:4, by trochę chłopaka uspokoić i dać mu motywację do dalszej pracy. Później w pięciu meczach trzymał go na trybunach. Publicznie wytknął, czego mu brakuje, by następnie wziąć go na ławkę i wreszcie wystawić w podstawowym składzie. Po debiucie w pierwszej jedenastce, Kapustka zebrał bardzo dobre recenzje. Większość mediów zgodnie oceniła go jako jednego z najlepszych w zespole SC Freiburg. Co by się wydarzyło, gdyby Streich wpuścił Kapustkę do ligi od razu, bez kilku miesięcy intensywnej pracy nad nim? Prawdopodobnie kibice i media uznaliby, że nic z niego ciekawego nie będzie. Pierwsze wrażenie robi się tylko raz. Kapustka, w dużej mierze dzięki trenerowi, zrobił je dobre. Można kogoś rzucić na głęboką wodę i liczyć, że zacznie pływać, ale znacznie lepiej najpierw zademonstrować mu to na płytkiej wodzie.

Gdy Kapustka przechodził do Fryburga, nie miał zbyt dużej konkurencji na skrzydłach, po tym jak odszedł z klubu Vincenzo Grifo. W kolejnych tygodniach od skrzydłowych się jednak zaroiło. Każdy z pozyskanych rywali gra od niego w tym sezonie częściej. Marco Terrazzino rozegrał już jedenaście meczów. Florian Kath siedem, Ryan Kent pięć, a Yoric Ravet trzy. Ale to też zrozumiałe. Terrazzino ma 26 lat i 47 meczów w Bundeslidze. Prochu nie wymyśli, ale wie, jak się gra w seniorskim futbolu na zachodzie. Ravet to 28-latek, który był gwiazdą ligi szwajcarskiej. Kent, podobnie jak Kapustka, nie zadebiutował w Premier League w barwach Liverpoolu, ale rozegrał 44 mecze w trudnej fizycznie League Championship. A Kath jest wychowankiem SC Freiburg, Streich dobrze go zna. Przed wypożyczeniem do III-ligowego Magdeburga dał mu już zadebiutować w 1. i 2. Bundeslidze. Kapustka w porównaniu do nich miał bardzo mizerne doświadczenie. Owszem, błysnął na wielkim turnieju, czego nie można powiedzieć o żadnym z jego rywali, ale w dorobku miał tylko dwa sezony regularnej gry w słabej polskiej ekstraklasie. Nic dziwnego, że potrzebował więcej czasu, niż rywale.

Ważne, że dostał szansę. I że naprawdę ją wykorzystał. Nie dość, że był błyskotliwy z przodu – groźny strzał z dystansu w poprzeczkę, dwa świetne podania do Nilsa Petersena, które powinny były się okazać asystami, dobre prostopadłe podanie – to jeszcze, co może ważniejsze, dobrze bronił. Potrafił odbierać piłkę. Nie przegrał meczu z Schalke fizycznie. Wygrał 64% pojedynków, co jest naprawdę dobrym wynikiem. Przy golu dla rywali spóźnił się do Daniela Caligiuriego, co na pewno Streich mu wytknie. Ale zagrał na tyle obiecująco, że pokazał, iż warto w niego inwestować i dawać mu szanse bardziej regularnie. To dla Kapustki ważne, bo samolot na mundial jeszcze mu nie odleciał. Na skrzydłach reprezentacji Polski jest tak mało alternatyw, że grający regularnie Kapustka byłby Adamowi Nawałce potrzebny. Jednak wszystko po kolei. Najważniejsze, że Kapustka jest na co dzień w dobrych rękach. Surowych, wymagających, ale takich, które naprawdę chcą i potrafią lepić piłkarzy na poziomie Bundesligi. Zwłaszcza z tak utalentowanych chłopaków, jak Kapustka. Warto sobie uświadomić, że ten piłkarz, choć przecież wydaje się, że już tak wiele w karierze przeszedł, ma dopiero 20 lat. W jego wieku Robert Lewandowski nie miał jeszcze za sobą debiutu w ekstraklasie. Tymczasem Kapustka ma już za sobą pierwszy udany mecz w Bundeslidze. Nawet jeśli Leicester było zbyt głęboką wodą. Nawet jeśli początek we Fryburgu był trudny, dalej mówimy o wielkim talencie, który nie tylko się nie skończył, ale się dopiero zaczyna.

 

źródło: onet.pl