Lewandowski: dla Arsenalu to niemal ostatnia szansa

Już w najbliższy wtorek (20 października) Bayern Monachium czeka kolejny sprawdzian. W trzeciej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów Bawarczycy zmierzą się na wyjeździe z londyńskim Arsenalem. Dla Roberta Lewandowskiego mecz z Kanonierami to następna okazja, by przedłużyć zwycięską serię. Rywal z kolei musi wygrać, by zachować nadzieje na wyjście z grupy.

 

Po świetnym początku sezonu, Bayern jest nie tylko głównym faworytem w wyścigu po mistrzostwo Niemiec 2016, ale również jednym z najpoważniejszych w walce o tegoroczne trofeum Ligi Mistrzów. Jak pan to widzi?

- Już przed rokiem graliśmy całkiem dobry sezon, ale potem nadszedł moment i nagle byliśmy za burtą. Mieliśmy w drużynie kilku kontuzjowanych zawodników, a i mi samemu niełatwo grało się z maską na twarzy.

 

W tym sezonie Bayern gra lepiej niż w ubiegłym?

- Myślę, że tak. Gramy równiej i jesteśmy już bogatsi o pewne doświadczenie. Wiemy, że koncetracja potrzebna jest aż do samego końca.

 

W przeszłości można było odnieść wrażenie, że trener Pep Guardiola nie zawsze był największym przyjacialem środkowych napastników. W pana przypadku jest jednak inaczej. Były zawodnik Bayernu Giovane Elber twierdzi nawet, że Guardiola i pan w końcu się odnaleźliście.

- Może faktycznie coś w tym jest, chociaż ja dobrze radzę sobie z wieloma systemami gry. Zawsze próbuję dopasować się do drużyny.

 

Dośrodkowania i podania bocznych skrzydłowych, jak na przykład Douglasa Costy czy długie piłki Jerome Boatenga na pewno panu pomagają.

- Oczywiście, to chyba logiczne. Im więcej podań i dośrodkowań otrzymasz, tym większa szansa, że strzelisz gola.

 

Jaka była pierwsza reakcja pana kolegów z drużyny po bramkowym festiwalu w Wolfsburgu?

- Zapytali mnie: co się z tobą dzieje? (śmiech)

 

I co pan im odpowiedział?

- Nie potrafiłem tego wyjaśnić. Kiedy strzelasz pięć goli w dziewięć minut nie masz czasu, by o tym myśleć. W pewnym momencie spojrzałem na tablicę wyników. Chciałem właściwie zobaczyć, ile minut zostało jeszcze do końca, ale w pierwszej kolejności ujrzałem wynik i pomyślałem sobie, o jest 5:1. Wiem jedno. Chcemy zdobywać tytuły jako zespół. Jeśli się nam to uda, na pewno znajdę jeszcze czas, by pomyśleć, jaka była w tym moja zasługa.

 

Hurtowo zdobywane przez pana gole zaczynają chyba nudzić powoli pana małżonkę Annę. Po meczu z Mainz, w którym zdobył pan kolejne dwa gole, napisała na swoim instragramie, że to staje się nudne...

- (śmiech). Oczywiście był to żart z jej strony. Ona cieszy się razem ze mną. Poza tym pomaga mi bardzo, jeśli chodzi o odżywianie i regenerację. Sama studiowała dietetykę.

 

To niech pan zdradzi ten sekret cudownej diety?

- To nie jest żadna tajemnica. W największej mierze chodzi o to, co jem i kiedy.

 

Na słodycze chyba nie może pan sobie pozwolić?

- Kiedyś słodycze były moim wielkim problemem. Niezależnie od tego, co to było, nie potrafiłem przejść obojętnie, gdy leżało na stole. Dziś jest inaczej. Nie ciągnie mnie do nich. Na to potrzebowałem jednak kilku lat. Teraz naprawdę nie mam ochoty na słodycze...

 

...za to na pewno na kolejne gole. Dla przeciwników robi się pan coraz niebezpieczniejszy. Arsenal też powinien się pana obawiać?

- Na pewno mecz z Arsenalem nie będzie łatwą przeprawą. Chcemy zdobyć trzy punkty, ale dla londyńczyków będzie to prawie ostatnia szansa, by awansować do kolejnej rundy. Zapowiada się bardzo wyrównany mecz, który my zechcemy rozstrzygnąć na swoją korzyść.

 

onet.pl