Lord Nicklas Bendtner przyjeżdża nad morze
Towarzyski mecz Lechia Gdańsk – VfL Wolfsburg to rzadka okazja, aby zobaczyć w akcji na żywo Nicklasa Bendtnera. Sprawdzić, czy były napastnik Arsenal Londyn, niemiłosiernie wyśmiewany przez kibiców na całym świecie, rzeczywiście zasługuje na tak ogromną dawkę szydery.
Równie gigantyczne ego jak Bendtner w świecie futbolu ma chyba tylko Zlatan Ibrahimović. Jest jednak różnica – Szwed gra w piłkę, Bentner bradzo często udaje, że w nią gra.
Bendtner od dawna nosi przydomek "Lord". Sam piłkarz jeszcze niedawno, tuż po transferze do Wolfsburga stwierdził w jednym z wywiadów dla lokalnej prasy, że nie ma kompletnie pojęcia skąd to określenie się wzięło. Piłkarz albo udaje, że nie wie, albo robi sobie żarty. Otóż "Lord" przylgnął do niego po tym, jak był w związku członkinią duńskiej rodziny królewskiej – Caroline Luel Brockdorff. Może nikt by mu tego nie wypominał, gdyby nie sama postawa Bendtner. To głównie dzięki niezwykłemu talentowi do wpadania w problemy pozostanie do końca kariery piłkarskiej "Lordem".
Ale po kolei.
O krok dalej poszli duńscy dziennikarze. Otóż odkryli, że Bendtner nazywany jest "Lordem" niezgodnie z prawem. Postanowili to zmienić i usankcjonować. Zrobili mu kawał. Kupili zawodnikowi Wolfsburga kawałek ziemi w szkockim rezerwacie przyrody Glencoe Wood. Posiadanie tam terenu jest jednoznaczne z nadaniem właścicielowi tytułu lorda. Bendtner raczej nic na tym terenie nie wybuduje – skrawek ziemi ma 30 centymetrów kwadratowych.
Geneza "Lorda" już wyjaśniona. Jednak dlaczego tak się utrwaliła? Dlaczego Bendtner od lat jest bohaterem absurdalnych memów internetowych? Otóż sam piłkarz prosił się o to. “Chcę zostać najlepszym strzelcem w Premier League oraz na mistrzostwach świata i w ciągu najbliższych pięciu lat zamierzam znaleźć się wśród najlepszych napastników świata” – twierdził kilka lat temu podczas jednego z wywiadów udzielonych w angielskiej prasie.
Jak to się skończyło? Podczas blisko 9 sezonów spędzonych w Anglii (głównie w barwach Arsenalu Londyn) zdobył 43 bramki. Niewiele. Podczas EURO 2012, a dokładniej meczu Dania – Portugalia (2:3) po strzeleniu gola zsunął spodenki, spod których wyłoniły się bokserki z logo jednej z firm bukmacherskich. UEFA ukarała go za to grzywną w wysokości blisko 100 tysięcy euro. “To szczęsliwa para bokserek” – tłumaczył później piłkarz. Specjaliści od marketingu wartość całej akcji marketingowej ocenili na 2 miliony euro. Nie wiadomo ile zarobił na tym zawodnik, ale pewne jest, że tak wysoko grzywna nałożona przez europejską centralę nie zabolała go.
Skoro było o ściąganiu spodenek, wyczyn podczas EURO 2012 nie był jednym tego rodzaju. Niestety. Bendtner poszedł nawet o krok dalej, przy okazji wizyty w rodzinnej Kopenhadze. Otóż jego Arsenal Londyn grał mecz wyjazdowy Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. Napastnik nie znalazł się w meczowej kadrze, więc wolny czas wykorzystał na wycieczkę do Danii. Efekt? “Wożę pijaków od ponad 25 lat, ale coś takiego jeszcze mnie nie spotkało” – opowiadał jeden z kopenhaskich taksówkarzy po spotkaniu z "Lordem". Pijany Bendtner zdjął w pewnym momencie majtki i pokazał mu przyrodzenie. Oczywiście nie była to akcja reklamowa, jak ta przeprowadzona podczas Mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie.
Niewątpliwie w pokazaniu przyrodzenia taksówkarzowi pomógł napastnikowi reprezentacji Danii alkohol. To przez napoje wysokoprocentowe często wpadał w problemy. Podczas wypożyczenia z Arsenalu Londyn do Juventusu Turyn wyrwał się na chwilę do Kopenhagi. Policja złapała go na prowadzeniu samochód pod wpływem alkoholu. Może i udałoby mu się przemknąć niepostrzeżenie ulicami, gdyby nie fakt, że jechał pod prąd... Duńska Federacja Piłkarska zawiesiła go na pół roku w prawach reprezentanta.
“Spotkałem w życiu ludzi, którzy uważają mnie za najlepszą osobę na świecie. Są też tacy, którzy chcę we mnie rzucać butelkami” – określa siebie Bendtner. W sierpniu 2014 roku trafił do 1. Bundesligi. Na razie w 18 meczach w barwach VfL Wolfsburg zdobył jedną bramkę. W międzyczasie aktywnie udzielał się na Instagramie. Umieścił swoje zdjęcie jako kandydata na premiera Danii. Dwa tygodnie później poszedł za ciosem i opublikował kolejne – tym razem ze złapanym przez siebie aligatorem. Jeden z najcelniejszych komentarzy brzmiał: “Tylko Lord tak potrafi”.
Co potrafi "Lord" okaże się już niedługo, podczas meczu Lechia – Wolfsburg.
Biuro Prasowe Polish Sport Promotion














