Radosław Gilewicz: HSV potrzebuje oczyszczenia
Jestem rozczarowany postawą niektórych wielkich klubów w tym sezonie. I Hamburger SV, i VfB Stuttgart walczyły o utrzymanie. Zresztą HSV nadal się bije – tyle, że w barażach.
Nie życzę tej drużynie spadku. To byłaby wielka szkoda. Nikt w Hamburgu nie wyobraża sobie, że ten zespół zagra w 2. Bundeslidze. Wcale się nie dziwię, mają za sobą kawał pięknej historii, wielki stadion, duży budżet i rzeszę kibiców.
Z drugiej strony: tam nie gra coś na górze. Kłótnie ludzi rządzących tym klubem doprowadzają go na skraj. Spadek byłby czymś w rodzaju oczyszczenia – akurat tego potrzebują na Imtech-Arenie bardzo mocno. Niezależnie od tego, czy HSV wygra w barażach (moim zdaniem będzie niespodzianka), nie sądzę, że kadra piłkarska zostanie tam bez większych zmian. Intensywne wietrzenie szatni jest tam obowiązkowe.
Nie zdziwię się też, jak spadną. Bundesliga ma to do siebie, że czasami do ostatnich miejsc typuje się małe klubiki. I one potem grają o puchary. Jak 1. FSV Mainz 05 czy FC Augsburg, które zaskoczyły mnie na plus.
Postawa Mainz w kolejnym sezonie jest intrygująca. Bez Thomasa Tuchela będzie im bardzo ciężko. Szkoleniowiec nie chce dalej pracować w Moguncji, a klub nie zamierza rozwiązywać umowy. Bardzo to wszystko dziwne.
Z kolei w Augsburgu doceniam pracę dyrektora sportowego Stefana Reutera. To taki Michael Zorc (dyrektor sportowy Borussii Dortmund – przyp. MK), tylko ma do dyspozycji zdecydowanie mniej środków. Ale oddać mu trzeba, że idealnie dobiera zawodników do koncepcji trenera.
Prezydent FCA przestrzegał przed spadkiem, ale uważam, że właśnie ze względu na mądre wybory Reutera, akurat to im nie grozi. Jasne, kilku piłkarzy odejdzie. Między innymi Ande Hahn. Jestem przekonany, że akurat ten klub znajdzie idealnych następców.
Sports.pl














