Bracia – razem i przeciwko sobie
23 czerwca 2010 roku Kevin-Prince Boateng i Jerome Boateng stali się pierwszymi w historii braćmi, którzy zagrali przeciwko sobie w meczu piłkarskich mistrzostw świata. Po niedawnym transferze Kevina-Prince'a do Schalke 04 obaj będą mieli okazję rywalizować również na boiskach Bundesligi. Pierwsze starcie 21 września, jednak życie już wcześniej często stawiało braci po przeciwnej stronie.
Urodzili się w Zachodnim Berlinie, ich ojcem jest Prince Boateng Sr, a poważną piłkarską karierę rozpoczynali w Herthcie Berlin. Przyglądając się ich życiorysowi równie łatwo da się jednak znaleźć dzielące ich różnice. Najmocniej uwidoczniły się one w 2010 roku, a wszystko zaczęło się jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw świata. W majowym finale Pucharu Anglii Kevin-Prince i jego Portsmouth rywalizowali z londyńską Chelsea. W tamtym spotkaniu "Ghetto Boy", jak często nazywany jest starszy z braci, brutalnie sfaulował Michaela Ballacka, w konsekwencji uniemożliwiając mu grę na mundialu w Republice Południowej Afryki. W Niemczech zawrzało. Jerome starał się publicznie bronić swojego brata, ale gdy przyznał, że za faul na kapitanie reprezentacji Niemiec powinien on otrzymać czerwoną kartkę, Kevin-Prince nie wytrzymał. Zerwał kontakty z bratem, chociaż jak się później okazało, braterskie ciche dni zamieniły się tylko w ciche kilka miesięcy.
Skomplikowana historia braci rozpoczęła się w 1981 roku, gdy 27-letni wtedy Prince Boateng Sr zdecydował się wyemigrować z Ghany i poprzez Węgry znalazł się w Republice Federalnej Niemiec. Gdy nie udało mu się rozpocząć studiów na wymarzonym kierunku "administracja biznesu", zajął sięróżnymi pracami, które pozwalały mu przeżyć od pierwszego do pierwszego. Pracował jako kelner, discjockey, jak również handlował włoskimi ubraniami. Po pewnym czasie został po raz pierwszy ojcem, gdy na świat najpierw przyszedł najstarszy z braci George, a kilka lat później Kevin. To właśnie takie imię miał wpisane w akcie urodzenia, gracz znany nam z piłkarskich boisk jako Kevin-Prince, "Prince" dodał w późniejszych latach, jako wyraz szacunku dla taty, nawet pomimo tego, że ten opuścił rodzinę przed drugimi urodzinami obecnej gwiazdy zespołu z Gelsenkirchen.
18 miesięcy po narodzinach Kevina na świat przyszedł Jerome. Życiowy start ma znacznie łatwiejszy - gdy Kevin wychowywał się w dzielnicy Wedding, jednym z najgorszych miejsc w Berlinie, Jerome dorastał w znacznie spokojniejszym Wilmersdorf. Gdy miał pięć lat, także od jego matki Prince Sr zdecydował się odejść, ale pracująca jako stewardessa w Brittish Airways Martina była w stanie zapewnić dziecku dostatni dom. Chociaż już wtedy sporo ich dzieliło to Kevin-Prince i Jerome spędzali ze sobą dużo czasu, a najczęściej grali oczywiście w piłkę nożną. Ich pierwszym trenerem był... Prince Sr, który sam nie wyszedł poza grę dla amatorskich zespołów, ale dobrze przygotował synów do prawdziwej kariery.
Obaj w 2002 spotkali się w szkółce Herthy Berlin. Szybko zarówno spokojny Jerome, jak i porywczy Kevin-Prince zostali uznani za jednych z najbardziej utalentowanych piłkarzy w historii klubu. Wkrótce zauważyli ich skauci i trenerzy młodzieżowych reprezentacji Niemiec.
Wydawało się, że wszystko zmierza do tego, by za kilka lat obaj stanowili o sile seniorskiego zespołu naszych zachodnich sąsiadów. Wszystko odmieniło się jednak w 2009 rou. Z przygotowującej się do mistrzostw Europy do lat 21 drużyny trenerzy musieli pożegnać jednego piłkarza. Padło na krnąbrnego i zachłyśniętego nocnym życiem w Londynie Kevina-Prince'a, do którego sztab szkoleniowy miał wiele zastrzeżeń za nieprzestrzeganie dyscypliny. Ze zdobycia złotego medalu na boiskach w Szwecji cieszył się zatem tylko Jerome. Rozgoryczony Kevin-Prince w ramach rewanżu obiecał już nigdy nie wystąpić w niemieckich barwach i zdecydował się na grę dla kraju, z którego pochodzi jego ojciec.
- Jak się z tym czułem? Zaakceptowałem to w 100 proc. Niemiecka federacja dała mu do zrozumienia, że jest niepotrzebny - powiedział w rozmowie z dziennikarzem "Spiegla" Prince Sr, po tym, gdy dowiedział się o decyzji syna... z artykułów prasowych. Od tamtego czasu jego więzi z synem bardzo się jednak zacieśniły.
Na boiskach w Republice Południowej Afryki lepszy okazał się Jerome. W bezpośrednim spotkaniu Niemcy, dzięki bramce Mesuta Oezila zwyciężyli 1:0, a cały turniej skończył się dla nich zdobyciem brązowego medalu. Ghana odpadła za to w dramatycznych okolicznościach w ćwierćfinale, przegrywając po rzutach karnych z Urugwajem.
Obecnie obie reprezentacje znakomicie spisują się w eliminacjach do przyszłorocznych mistrzostw świata w Brazylii, powtórki za mecz z 2010 roku nie można zatem wykluczyć. Zanim to jednak będzie mogło nastąpić, bracia rywalizować będą na boiskach Bundesligi.
Pierwsze starcie czeka ich już 21 września, gdy na Veltins Arena Schalke 04 podejmie Bayern Monachium. Stało się to możliwe za sprawą jednej z najbardziej zaskakujących decyzji ostatnich dni letniej sesji transferowej.
Sprzedaż Kevina-Prince'a Boatenga z Milanu do Schalke za 12 milionów euro zaskoczyła bowiem wielu ekspertów. Nie tylko dlatego, że sam gracz w dzieciństwie przyznawał się do kibicowania Borussii Dortmund. Podstawowy gracz Milanu do Schalke? Tego nikt się nie spodziewał.
- Również ja byłem tym zaskoczony, gdyż nic na to wcześniej nie wskazywało. Uważam, że dla zespołu z Gelsenkirchen może to być dobry ruch. Do tej pory byli w dużym stopniu uzależnieni od gry Juliana Draxlera i Jeffersona Farfana, teraz dzięki pozyskaniu Boatenga zyskali dodatkową opcję gry w ofensywie. Boateng przychodzi do Schalke jako gwiazda, zatem zarówno inni piłkarze, jak i sztab szkoleniowy będą starali się jego możliwości jak najlepiej wykorzystać - tak transfer Ghańczyka skomentował Andrzej Juskowiak, były reprezentant Polski, a obecnie komentator Bundesligi w Eurosporcie.
W ubiegłym sezonie Jerome Boateng razem z kolegami z Bayernu Monachium wygrał zarówno mistrzostwo Niemiec, jak również triumfował w Lidze Mistrzów. Czy po objęciu zespołu przez Pepa Guardiolę młodszy z braci utrzyma pozycję w pierwszym składzie Bawarczyków?
- Wydaje się, że jego pozycja w zespole jest bardzo mocna, chociaż po przyjściu Guardioli wymagania wzrastają. Szczególnie, jeżeli chodzi o operowanie piłką, co nie jest jego najsilniejszą stroną. Z tej przyczyny nie gra już na bokach obrony, a w Bayernie obok niego na środku defensywy występuje Dante, który lepiej od niego rozpoczyna akcje. Jest jednak skuteczny w odbiorze, gdzie wykorzystuje swoją siłę i warunki fizyczne - ocenia Jerome'a Boatenga Juskowiak.
Przed mistrzostwami świata w 2010 roku zapytano się Jerome'a, co zrobi, gdy będzie ostatnim obrońcą, a na niego biegłbędzie z piłką przy nodze jego brat. - Zrobię wszystko, by czysto mu ją odebrać. Ale, gdy to okaże się niemożliwe, to nie zawaham się go powalić, by uratować swój zespół przed utratą gola - odpowiedział obecny piłkarz Bayernu Monachium. 21 września te słowa zapewne wciąż będą aktualne.
Eurosport














